Wieczór panieński – mój festiwal żenady

Nie chciałam wychodzić za mąż. Kocham Krzyśka i chcę z nim spędzić resztę mojego życia, ale uważam, że ślub nie jest nam do niczego potrzebny. Inaczej uważa moja matka. – Jak to? Tak bez ślubu chcecie żyć? Na kocią łapę? – zapytała, moja mama.
– Mamo, żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i właściwie nikogo nie obchodzi, czy ludzie żyjący ze sobą mają ślub czy nie – odparłam.
– Ciebie może to nie obchodzi, ale to ja będę czuła na sobie spojrzenia sąsiadów i słyszała, jak to Nowacka wychowała córkę – powiedziała mama.

Kaśka, bo tak na moją matkę najczęściej mówię w rozmowach z Krzyśkiem, ma sześćdziesiąt osiem lat i od ponad pięciu jest wdową. Ojciec zmarł na zawał. Miał stresującą pracę, cały czas palił i ogólnie za bardzo o siebie nie dbał. Od tego czasu moja matka dewocieje. W sumie przypomina w tym swoją matką, która również na stare lata zaczęła niemal codziennie chodzić do kościoła i zwracać uwagę na to, co ciekawscy sąsiedzi o niej sądzą. Ciekawe, czy mnie też to czeka?

***

Krzysiek też nie chciał ślubu, ale gdy tylko powiedział o tym pomyśle swoim rodzicom, to o mały włos go nie wydziedziczyli. W efekcie oświadczył się mi i teraz szykujemy się do ślubu. Całkowicie wbrew sobie, tylko po to, żeby nasi rodzice byli zadowoleni.

***

W przedweselnej gorączce zapomniałam, o wieczorze panieńskim, którego w ogóle nie planowałam. Baśka, którą z braku laku wybrałam na moją świadkową zorganizowała go całkowicie bez mojej wiedzy. Nie miałam nawet wpływu na listę zaproszonych dziewczyn. O imprezie dowiedziałam się dzień przed i przyznam szczerze, że obawiałam się tej imprezy. Jak się też okazało – całkiem słusznie.
– Gosia, jutro widzimy się w Sky Tower. Mamy wynajęty apartament na twój wieczór panieński – powiedziała przez telefon Basia.
– Wieczór panieński? Nie prosiłam cię, żebyś go organizowała.
– No nie prosiłaś, ale rozmawiałam z dziewczynami z pracy i uznałyśmy, że musisz godnie pożegnać swój obecny stan cywilny – dodała.
– Kto w ogóle jest zaproszony? – zapytałam, nadal lekko w szoku.
– Marta, twoja siostra i jakieś laski z listy, którą Krzysiek mi podesłał. Powiedział, że na pewno będziesz chciała je zaprosić – odpowiedziała Baśka.
– Aha… No ok.
– Stara, przestań zachowywać się, jakby spotkała cię jakaś straszna kara. Widzimy się jutro, napijemy dobrego wina i pójdziemy na imprezę – skończyła rozmowę Basia.

Planowałam ten piątek spędzić w domu i obejrzeć jakiś serial na Netfliksie. Krzysiek jechał gdzieś w góry na swój wieczór kawalerski i w końcu miałam nadzieję spędzić trochę czasu sama. Niestety, ta niespodziewana impreza mocno zaburzała mój niezbyt ambitny plan.

***

Ubrałam się w ulubioną sukienkę Krzyśka, białą z odsłoniętym dekoltem na plecach, do tego założyłam sportowe adidasy, zrobiłam lekki makijaż i pojechałam na imprezę. Bałam się jej, bałam się zwłaszcza Pauliny, która po alkoholu zachowywała się jak zupełna idiotka. Głośno krzyczała i nie pozwalała nikomu dojść do słowa, opowiadając swoje durne, pewnie wymyślone na poczekaniu, historie.

Wjechałam windą na czterdzieste trzecie piętro i nieśmiało weszłam do zarezerwowanego apartamentu. Duży, połączony z kuchnią salon był ozdobiony brązowymi balonami w kształcie męskich penisów. Na ścianach natomiast wisiały wydrukowane plakaty, obrazujące nagich mężczyzn i ich naprężone przyrodzenia, a po całym pomieszczeniu porozrzucane były prezerwatywy.

Od razu przypomniał mi się Krzysiek, który często nabijał się tego typu imprez, śmiejąc się, że kobiety chyba mają jakiś kompleks braku penisa, skoro organizują imprezy, w których jest on głównym motywem.

Miał trochę racji, jakoś nie wyobrażam sobie męskiej imprezy, na której faceci wieszają sobie balony w kształcie kobiecych wagin. No, w każdym razie nie wyobrażam sobie takiej imprezy w wykonaniu mężczyzn na poziomie.

Przywitałam się z dziewczynami. Na miejscu była już Monika, Paulina, Baśka i Marta. Nie było mojej siostry, która nie dała rady dotrzeć ze względu na problemy na lotnisku. Wszystkie były ubrane w podobne różowe sukienki, białe szpilki i białe rajstopy.
– I jak ci się podoba wystrój? – zapytała, lekko już wstawiona Paulina.
– Super Paula! To był twój pomysł? – zapytałam.
– A kogo innego? – zapytała retorycznie swoim piskliwym głosem.
– Genialny – odparłam, starając się powiedzieć to jak najmniej ironicznie.

Przez pierwszą godzinę starałam się dobrze bawić. Poplotkowałyśmy trochę, napiłyśmy się Prosecco i muszę przyznać, że przeszło mi przez myśl, że może moje przypuszczenia odnośnie tej imprezy były błędne.

***

Po godzinie dziesiątej dziewczyny przyniosły tort bezowy.
– Mogę go pokroić? – zapytała Paulina.
– Pewnie, krój – odparła Baśka.

Paulina była już pijana, przeobrażała się w tę siebie, której nienawidzę – w tępą, piszczącą i nachalną laskę. Wzięła do ręki nóż i zamiast pokroić tort na kawałki, zaczęła odcinać jego boki, formując w ten sposób coś, co miało wyglądać jak penis.
Część dziewczyn zaczęła się śmiać, a pozostałe, w tym ja, patrzyłyśmy na nią z niedowierzaniem.

Boki tortu w efekcie wylądowały na ziemi, bo Paulina nie potrafiła już ustać na nogach, o pokrojeniu ciasta nie wspominając.
– Dobra Paula, oddawaj ten nóż – powiedziała Basia, próbując jej przerwać.
– Te, Architektka, a wiesz, że to nie koniec niespodzianek. Hihihi – wybełkotała w moją stronę Paulina.

***

Nie minęło pół godziny, gdy usłyszałyśmy dzwonek. Baśka poszła otworzyć drzwi.
– Dobry wieczór, czy to wieczór panieński pani Małgorzaty? – zapytał męski głos.
– Tak, a pan w jakiej sprawie? – zapytała zdziwiona Basia.
– Miałem zatańczyć? – zapytał równie zdziwiony mężczyzna.
– A więc to jest ta niespodzianka – striptizer – powiedziałam, dziwiąc się samej sobie, że od razu na to nie wpadłam.

Po kilku minutach chłopak rozpoczął swój pokaz. Miał około dwudziestu lat, był bardzo przystojny i ładnie zbudowany. Dziewczyny zaczęły piszczeć, zwłaszcza Monika i Marta, dwie jedyne mężatki w towarzystwie. Patrzyłam na tańczącego mężczyznę i zastanawiałam się, czy Krzysiek też ma na swoim wieczorze striptizerkę. – Pewnie nie ma – pomyślałam. Nie był nigdy fanem tego typu atrakcji, ale w sumie cholera wie – może tylko tak opowiadał.

Show zbliżało się powoli do punktu kulminacyjnego. Chłopak zdjął ostatni element swojej garderoby i szybko ręką zasłonił krocze. Monika i Marta w tym momencie oszalały. Paulina, która w połowie pokazu zasnęła, ocknęła się na moment i również wspomogła swoim piskiem pozostałe. Dziwiło mnie ich zachowanie, obydwie były mężatkami i matkami. Co innego Paulinka.

Takie sceny kojarzyły mi się głównie z amerykańskimi niskolotnymi komediami i dziewczynami z wiejskich dyskotek.
– Architektka, marsz do pokoju obok z panem. To twoja ostatnia szansa na dobry seks – zaśmiała się Baśka.
– Ta usługa jest dodatkowo płatna – powiedział, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, chłopak.
– Baśka, przestań! – krzyknęłam, śmiejąc się.
– Ja chętnie zapłacę. Podobasz mi się, chłopcze – wypaliła niespodziewanie Marta.
– Dobra żigolo, zbieraj się, koleżanka żartuje. Dziewczyny teraz idą na imprezę – odparła Basia.

Striptizer ubrał się i wyszedł.

– Ja nie żartowałam – powiedziała całkiem poważnie Marta.
– Serio miałam na niego ochotę – dodała po chwili.

Zamurowało mnie. Nie spodziewałam się po niej takiego wyznania. Marta tak jak ja była architektem. Pracowałyśmy w tym samym biurze projektowym. Była ode mnie starsza o sześć lat, miała dwójkę dzieci i męża, którego, jak zawsze myślałam, bardzo kocha i za nic w świecie by go nie zdradziła.

***

Powoli zaczęłyśmy się zbierać. Przed wyjściem Baśka wręczyła wszystkim dziewczynom szarfy z napisem „Bride squad”, ja natomiast dostałam szarfę z napisem „Bride to be” i koronę, które miały wyraźnie wskazywać, że to ja wychodzę za mąż.

Nie chciałam tego ubierać. Zawsze denerwowały mnie tak oznaczone grupy dziewczyn z wieczorów panieńskich, które szły przez miasto i budziły politowanie wśród przechodniów. My zaraz miałyśmy zachowywać się podobnie.
Trzydziestodwuletnia poważna kobieta w plastikowej koronie ze świtą pijanych różowych hostess. Modliłam się, żeby tylko nie spotkać nikogo znajomego.

***

Koło północy dojechałyśmy do klubu. Wysiadłyśmy kilkaset metrów wcześniej, żeby się trochę przejść i lekko przetrzeźwieć. Paulina z Martą i Karoliną piszczały i krzyczały na zmianę, zaczepiając przechodzących mężczyzn. Festiwal żenady się zaczął.

W kolejce stał tłum ludzi, przez który musiałyśmy się przecisnąć.
– Panie z rezerwacji? – zapytał na bramce łysy ochroniarz.
– Tak, na nazwisko Kowalczyk – powiedziała Basia.
– Zapraszam do środka – odparł, po sprawdzeniu nazwiska na swojej liście.

Z trudem dotarłyśmy do zarezerwowanej loży, gdyż w środku było równie gęsto co na zewnątrz. Na powitanie dostałyśmy różowego Cosmopolitana z dziwnie powykręcanymi słomkami. Dziewczyny były pijane.

***

Po kolejnej porcji alkoholu moje koleżanki zrobiły się jeszcze głośniejsze. Przekrzykiwały się wzajemnie i opowiadały o problemach z erekcją swoich partnerów.
– Mój mąż chyba ma kochankę – oświadczyła Karolina.
– Skąd wiesz? – zapytała Baśka.
– Nie wiem, mam takie przypuszczenia – odpowiedziała.
– Ale czymś poparte?
– Kobiecą intuicją – odparła Karolina.
– A, to na pewno zdradza, skoro podpowiada ci to intuicja – zaśmiała się Basia.

***

W końcu zebrałyśmy się na parkiet. Na początku tańczyłyśmy w kółeczku, ale po chwili każda z nas trafiła w obroty jakiegoś mężczyzny. Mój partner natomiast był typowym oblatywaczem, który tańczył z kilkoma dziewczynami na raz, szukając tej najbardziej chętnej.

Marta zaczęła całować się z jakimś gościem. Nie chciałam na to patrzeć i wróciłam do loży, w której Baśka i Karolina kłóciły się z jakimś mężczyzną.
– Spadaj stąd chłopczyku, to zamknięta impreza – powiedziała Basia.
– Nie macie ochoty się zabawić? – zapytał.
– Na pewno nie z tobą – odpowiedziały chóralnie dziewczyny.
– No jak chcecie – powiedział chłopak i odszedł.

W stronę loży zmierzała Paulina, której gorset sukienki obsunął się i na wierzch wyskoczyła jej lewa pierś. Stojący obok ludzie pokazywali ją sobie palcami. Była strasznie pijana. Stanęła przed nami i zwymiotowała, brudząc stół i lożę.

Festiwal żenady zakończył się z pierdolnięciem, jakiego nawet w najgorszym śnie nie mogłabym sobie wyobrazić.

Dlaczego nie zostałam w domu?

Znajdź mnie na Facebooku