Jak przetrwać okres?

Siedzę w barze i popijam jakiegoś czarnego drinka. Cola z jakimś alkoholem, nawet nie wiem z jakim. Nie interesuje mnie to jednak specjalnie. Chce się upić, a barman leje mi to samo odkąd powiedziałem, że chcę coś mocnego.

Tak więc, siedzę w tym barze i staram się zapomnieć o problemach, które, chcąc nie chcąc, mam od rana. A zaczęło się od pierdoły. Nawet nie wiem do końca, co takiego zrobiłem…

***

Wstałem wcześnie rano i postanowiłem przygotować śniadanie. Jajecznica z boczkiem była najlepszym pomysłem na jaki wpadłem. Pokroiłem boczek w kosteczkę i wrzuciłem na rozgrzaną patelnię. Nie włączyłem okapu, żeby nie budzić Anki, w efekcie charakterystyczny zapach zaczął roznosić się po mieszkaniu.
– Dlaczego nie włączyłeś okapu?! – zapytała moja żona podniesionym tonem, wychodząc z sypialni.
– Nie chciałem cię budzić kochanie – odpowiedziałem, uśmiechając się do niej.
– Kacper, w całym mieszkaniu teraz śmierdzi. Czy ty w ogóle myślisz?

Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Przecież nie chciałem jej budzić, a ten okap strasznie hałasuje.
– Oczywiście robiąc śniadanie, nie pomyślałeś o mnie? – po chwili krępującej ciszy zapytała Anka.
– Jak to nie pomyślałem, przecież dla ciebie też robię – odparłem.
– Doskonale wiesz, że nienawidzę boczku, a ty robisz mi jajecznicę z tym śmierdzącym mięsem.
– Ale, co ty kobieto opowiadasz?! Przecież ostatnio ci smakowała taka jajecznica – odpowiedziałem zirytowany.

Anka już nic nie mówiła. Byłem przekonany, że wstała lewą nogą, ale zaraz wypije kawę i jej przejdzie. Moja żona należy do osób, do których – zanim nie napiją się porannej kawy – lepiej bez kija nie podchodzić.

***

Po śniadaniu, które w efekcie zjadłem w ciszy sam, poszedłem się umyć.
– „…świruj, świnio, tańcz. Świruj jak pojebana… – śpiewałem, myjąc się pod prysznicem.
– Możesz być ciszej?! – powiedziała, waląc w drzwi łazienki Anka.

Tego było już za wiele. Cały mój dobry humor uleciał. Zacząłem się zbierać. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w pracy. Wyszedłem z łazienki, ubrałem kurtkę, buty, i kiedy miałem już wychodzić, usłyszałem: – Deskę się spuszcza!

Moją żonę opętały chyba jakieś demony. Już nawet domyśliłem się o co chodzi. Zamiast jednak odpuścić, postanowiłem dolać oliwy do ognia.
– Co, miesiączka ci się zbliża? – zapytałem, uderzając prawdopodobnie w najczulszy punkt.
– Ty jesteś nienormalny! Najpierw zasmrodziłeś całe mieszkanie, potem darłeś się pod prysznicem, a teraz jakieś dziwne wstawki? – powiedziała.
– Ja jestem nienormalny? Weź może Asequrellę – kobieta w reklamie wyglądała na zadowoloną – albo, kurwa, nie wiem, zacznij brać tabletki antykoncepcyjne, bo wytrzymać się z tobą nie da – odpowiedziałem złośliwie.
– Spierdalaj – wysyczała na do widzenia.

***

Jechałem do pracy i zamiast cieszyć się słonecznym dniem, przeżywałem wraz z żoną jej okres.
– Okres – przyczyna większości awantur domowych, powód dziesięciu plag egipskich, licznych zdrad i wielu innych bardzo złych wydarzeń w dziejach świata – myślałem, stojąc w porannym korku.

Kiedy byłem mały, zastanawiałem się, o co chodzi z tą comiesięczną absencją dziewczyn podczas WF-u i skąd te wszystkie szepty? Zainteresowany wtedy dużo bardziej klockami Lego, czy też grami komputerowymi, nie zaprzątałem sobie jednak specjalnie tym głowy. Teraz już wiem, o co chodzi i nie napawa mnie to optymizmem.

– Może faktycznie rozwiązaniem jest wysyłanie kobiet na te dni do lasu, jak to niby się robi w niektórych afrykańskich krajach? – zastanawiałem się, dojeżdżając do firmy.

***

Mój minorowy nastrój nie mijał przez cały dzień. Koło piętnastej zdałem sobie sprawę, że jest piątek i zaraz zaczyna się weekend. W efekcie zamiast do domu pojechałem do baru, w którym teraz siedzę i myślę, co dalej zrobić? Jak prosty chłop ma niby przetrwać ten comiesięczny survival?

Znajdź mnie na Facebooku