Jak nie organizować wesela

Na ten dzień Marta z Piotrkiem przygotowywali się przez wiele miesięcy. Spędzili setki godzin na siłowni, żeby doprowadzić swoje lekko zapuszczone sylwetki do perfekcji. Nie byli grubi ani nic w tym stylu, po prostu oboje nie mieli na codzień aż tyle motywacji, żeby regularnie ćwiczyć. Czas po pracy woleli spędzać w domu, czy wychodząc ze znajomymi.

Organizacja wesela przez długi czas spędzała im sen z powiek i to wcale nie ze względu na ogrom pracy związany z tym wydarzeniem.
– Jeszcze raz twoja matka skomentuje długość mojej sukni, to pójdę do ślubu chyba w worku pokutnym – powiedziała szeptem rozjuszona Marta
– Co ją tak właściwie obchodzi ta suknia?! – dodała.
– Przestań tak mówić, chciała ci po prostu pomóc – odpowiedział Piotrek.
– Ale jak pomóc? Co to za pomoc? To jest krytyka, którą słyszę na każdym kroku odkąd zaczęliśmy przygotowania. Najpierw nie podobało jej się miejsce, które znaleźli moi rodzice, potem zespół, który razem wybraliśmy, a teraz to.
– Akurat to miejsce faktycznie jest średnie i dobrze o tym wiesz – odpowiedział Piotrek, wyraźnie poirytowany, że jego przyszła żona ma złe zdanie o swojej przyszłej teściowej.
– Średnie?! To dlaczego sama nie szukała? Autorytarnie podzieliła obowiązki między siebie i moich rodziców. A ten dom weselny był jedynym, który miał jeszcze wolne miejsca w tym terminie! – wykrzyczała Marta.
– Kochanie, nie kłóćmy się – próbował uspokoić rozmowę Piotr.
– Mam już tego dość! Po co właściwie nam tak duże wesele? Mogliśmy je zrobić tylko dla najbliższych – powiedziała, po czym się rozpłakała.

***

Marty i Piotra nie było stać na organizację wesela bez wsparcia finansowego najbliższych. Niestety ten drobny szkopuł sprawiał, że praktycznie nie mieli wpływu na nic. Miejsce, zespół, fotograf, kamerzysta, lista gości, wystrój, rozłożenie stołów czy nawet ubiór młodej pary były w pełni zależne od ich rodziców.

Początkowo zaproszonych było około stu osób, niestety okazało się, że muszą zaprosić jeszcze jakieś trzydzieści ciotek i wujków, a także wpływowych znajomych rodziców.
– Nie wiem, jak my ich wszystkich pomieścimy. Moi rodzice dosłali dzisiaj kolejną listę osób, które musimy zaprosić – powiedziała do Piotrka zmartwiona Marta.
– Coraz bardziej mam wrażenie, że to ma być impreza pokazowa naszych starych, a nie nasze wesele – odpowiedział.

Po wielu próbach walki młodzi w końcu skapitulowali. Poddali się w pełni woli swoich rodzicieli. Ale czym bliżej było dnia zaślubin, tym atmosfera stawała coraz gęstsza.

**9 czerwca 2018 **

Po godzinie szesnastej para młoda opuściła kościół. Mieli na serdecznych palcach prawych dłoni obrączki i byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Pod kościołem fotograf zrobił grupowe zdjęcie i wszyscy udali się na wesele.

Do tego momentu wszystko szło tak jak sobie tego życzyli, ale gdy tylko przyjechali na miejsce imprezy zaczęły się pierwsze problemy.
– Zbyszek! Przestań pić! Jeszcze impreza się nie zaczęła, a ty już pół litra z Heńkiem wypiłeś! – krzyczała ciotka Marty na swojego męża.
– Jest Bożenko taka śląska tradycja, że jak goście nie grzeją przed weselem, to potem jest ono nieudane – odpowiedział rubasznie śmiejąc się lekko czerwony na twarzy Zbyszek.
– Zbyszek, ja cię proszę, miej ty godność człowieka – powiedziała kończąc ciocia Bożena.

Młodzi akurat wysiadali z samochodu, białego wypożyczonego na tę okazję Audi A5. I chcąc nie chcąc słyszeli tę wymianę zdań. Marta zaczerwieniła się.
– Na wujka Zbyszka to jednak zawsze można liczyć – powiedziała wyraźnie zażenowana do swojego męża.
– To jest ten wujek, o którym opowiadałaś, że na weselu twojego brata wrzucił ciotkę do stawu i krzyczał śmigus dyngus stara babo?? – zapytał, rozluźniając nieco atmosferę Piotrek.
– Tak, ale doskonale wiesz, że to nie było „stara babo” – odpowiedziała, śmiejąc się Marta.

***

Gdy goście w końcu złożyli życzenia młodej parze, na stole pojawił się rosół. Piotrek palcem wskazał swojej żonie swojego wujka Edwarda, który właśnie zdejmował marynarkę, pod którą miał koszulę z krótkim rękawem i krawat na gumce.
Wujek Edward pochodził z Bielska, był emerytowanym żołnierzem, który służył w czasach, gdy w wojsku za kołnierz się nie wylewało. W tej koszuli z krótkim rękawym wyglądał jednak bardziej jak kierowca autokaru aniżeli gość weselny. Jego twarz zdobił długi gęsty wąs, będący jego największą po otrzymanych orderach dumą. – Szable w dłoń! – krzyknął mężczyzna wznosząc pierwszy toast za parę młodą.
– Edek, a dlaczego ty nosisz krawat na gumce? – zapytał siedzący obok Stefan, stryj Piotra.
– Jak to dlaczego?! Patrz, biorę ten twój, zaciskam i tracisz dostęp powietrza – powiedział i zademonstrował gwałtownie, dusząc przy tym brata ojca pana młodego.
– Haha! A z moim tak nie zrobisz – dodał, śmiejąc się na całą salę.

***

Po pierwszym tańcu zespół zaczął śpiewać covery znanych hitów. Na początek poleciała piosenka „Miód Malina”, którą część młodszych gości z Warszawy i Sosnowca przerobiła na „Kurwa świnia”, obrażając w ten sposób pewną drużynę z pomorza.
Po zaledwie trzech piosenkach, zespół udał się na krótką przerwę, puszczając „A teraz idziemy na jednego”.

Na imprezę nieco spóźniony przyjechał wujek Adam z Bytomia, z żoną dziećmi. Wystrojony w odświętny górniczy mundur, z przypiętą do boku szablą. Adam był wujkiem Marty, dalszym kuzynem jej matki, którego strasznie się wstydziła, ale niezaproszenie go mogło wywołać obrazę majestatu całej rodziny, więc bezpieczniej było go zaprosić.
– Jeronie, jakie korki! Jeszcze my guma złapali po drodze – powiedział do mamy Marty Adam, tłumacząc swoje spóźnienie.
– Siadajcie, zaraz każę obsłudze, żeby wam obiad przynieśli – powiedziała mama Marty, chcąc jak najszybciej usadzić ich na swoich miejscach.
– Gdzie beda siadoł?! Łodpoczna później, a tera pójda młodym pożyczyć, co by w zdrowiu i szczęściu im się wiodło – odparł i pobiegł w stronę nowożeńców, zostawiając w tyle swoją rodzinę.

Adam nie był rodowitym Ślązakiem, urodził się w Gdańsku, a do Bytomia sprowadził dopiero w latach osiemdziesiątych, i nikt tak naprawdę nie wiedział, dlaczego w pewnym momencie zaczął silić się, żeby mówić po śląsku.
Gdy tylko wraz z rodziną skończył składać młodej parze życzenia, poleciał witać się z resztą gości.
– Twój wujek na każdej uroczystości rodzinnej paraduje w tym mundurze? – zapytał żonę Piotrek.
– Tak. Ostatnio na osiemdziesiątych urodzinach babci jego szabla zaklinowała się w kościelnej ławie i nie umiał wyjść, blokując przy tym przejście innym osobom zmierzającym do komunii. Wszyscy go zawsze proszą, żeby jej ze sobą nie zabierał, ale i tak nie słucha – odpowiedziała panna młoda.

***

Impreza rozkręcała się. Pijani goście bawili się w najlepsze tańcząc do discopolowych hitów i uczestnicząc w licznych weselnych zabawach.

Podczas jednej, polegającej na bieganiu dookoła ustawionych na środku sali krzeseł, druhna Marty poślizgnęła się i wywróciła, pokazując przy tym wszystkim dookoła swoją skąpą bieliznę. Szczególnie zachwycony był wujek Edek. – Ależ dupcia! Cycuszki jeszcze pokaż! – krzyknął emerytowany porucznik, śmiejąc się przy tym głośno.

Nie spodobało się to mężowi druhny, który zamiast pomóc leżącej nadal na parkiecie żonie, postanowił stanąć w obronie żony i z agresją doskoczył do Edwarda. Stojący obok goście zaczęli rozdzielać mężczyzn.
– Zabiję cię! Nie będziesz do mnie gówniarzu z pięściami wyskakiwał. Do mnie – żołnierza Rzeczpospolitej Polskiej?! – wysyczał w stronę męża przyjaciółki Marty.
– Spierdalaj, dziadu. Zacznij lepiej odnosić się do mojej żony z szacunkiem, bo to że swojej nie szanujesz widać na pierwszy rzut oka – odpowiedział waleczny mąż druhny.

Sytuację wyratował ojciec Piotrka, który odciągnął krnąbrnego wujka na bok.
– Edek, jeszcze jedno takie zachowanie i kończysz imprezę.
– Ale co ja takiego zrobiłem? To ten gówniarz do mnie wyskoczył z pięściami – powiedział wujek Edward.
– A dziwisz się? Zachowałeś się jak cham względem jego żony – odparł ojciec pana młodego.

***

Marta od pewnego czasu nie mogła znaleźć Piotra, który wyszedł zapalić papierosa na taras. Powoli zbliżała się północ i krojenie tortu, a jej męża nigdzie nie było.
– Widziałeś Piotrka? – zapytała Marta jego najlepszego przyjaciela Michała.
– Przed paroma minutami skopciliśmy blanta na dwóch i Piotrek poszedł do toalety. Pewnie zaraz przyjdzie – odpowiedział Michał.

Marta niepokoiła się. Jej mąż po zapaleniu zioła i wypiciu sporej dawki alkoholu najczęściej zasypiał albo dostawał słowotoku i opowiadał straszne głupoty.

Po kilku minutach wybiła północ i prowadzący weselę wodzirej ogłosił krojenie tortu, który właśnie wnosiła obsługa.

Panna młoda stała sama po środku sali i rozpłakała się. Nie tak miał wyglądać ten dzień. Prosiła Piotrka rano, żeby nie przesadził z alkoholem, a już zwłaszcza, żeby nie mieszał go z innymi używkami. Teraz jednak było już za późno.

Goście stanęli dookoła sali i czekali, aż młodzi pokroją tort. Po środku stała jednak tylko płacząca Marta.

Chcąc ratować sytuację, wybiegł nagle pijany wujek Adam wymachując górniczą szablą.
– Ja pokroję! Moją szablą pokroję! – wykrzyczał mieszkający w Bytomiu wujek.
– Adam! Wracaj natychmiast! – wrzasnęła jego żona, tęga ciotka Helena.

Wujek jednak za nic miał słowa swojej żony. Właśnie wpadł na genialny pomysł i za nic nie zamierzał go porzucać. Już miał zabierać się do roboty, kiedy nagle jego żona chwyciła go za ucho i niczym szkolnego urwisa, odciągnęła na bok.

Tort w efekcie pokroiły kelnerki, niszcząc go częściowo ku ogromnemu niezadowoleniu matki pana młodego.

***

Piotrek odnalazł się po kilkunastu minutach. Wyglądał o dziwo bardzo dobrze i na pewno nie był ani pijany ani tym bardziej zjarany.
– Gdzie ty byłeś?! Dzwoniłam do ciebie chyba ze sto razy. Szukałam cię! Ominąłeś krojenie tortu! Stałam tam sama jak palec i wszyscy widzieli jak płaczę – wykrzyczała z siebie wszystkie pretensje wściekła Marta.
– Kąpałem się. Nie miałem ze sobą telefonu. Nie mogłaś powiedzieć, żeby chwilę poczekali.
– Martwiłam się! Myślałam, że się zjarałeś i gdzieś zasnąłeś.
– Przestań Marta, sama uroiłaś sobie w głowie jakieś wydarzenia, które nie mają żadnego pokrycia z rzeczywistością – odparł wyraźnie poirytowany pretensjami żony Piotr.
– Idź lepiej poprawić makijaż, bo się lekko rozmazałaś – dodał po chwili.

***

Na parkiecie impreza trwała w najlepsze. Zespół już od dłuższego czasu nie silił się na śpiewanie. Jego członkowie siedzieli przy stoliku i pili wódkę. Jedynie wodzirej puszczał muzykę z laptopa.

Wujek Zbyszek – który spożywanie alkoholu rozpoczął jeszcze przed zaślubinami, połowę imprezy przespał przy stole, co jakiś czas tylko budząc się na kielicha – akurat tańczył z druhną Marty. W pewnym momencie postanowił bezpardonowo złapać ją za tyłek. Dziewczyna odepchnęła od siebie starego spoconego mężczyznę i otwartą ręką uderzyła w twarz. Zbigniew miał szczęście, że nie widział tego jej mąż, który wcześniej wkurzył się na grubiańskie zachowanie Edwarda.

W końcu zaczęły się oczepiny. Na środku parkietu stało już krzesło, na którym usiadł Piotrek, za nim ustawili się obecni na weselu kawalerowie. Marta zasłoniła mężowi oczy i rozwiązała muchę. Nagle z krzesła zerwał się wujek Edward, który zaczął biec w stronę zabawy.
– Edek! Gdzie ty lecisz?! – krzyknęła za nim ciotka Gośka.
– Łapać muchę! – odpowiedział.
– Ale ty przecież nie jesteś kawalerem!?
– Pokażę gówniarzeri, jak to się robi!

Znajdź mnie na Facebooku